I Wspomnienia
Witajcie, przepraszam że tak późno ale miałam duże kłopoty z internetem po tych burzach.Co do notki mówiąc szczerze nie podoba mi się i tyle, ale może wam się spodoba chodź wątpie.Ale cóż, miłej letury.
Nie! Nie! – krzyczała lecz nikt jej nie słyszał, obudziła się w swoim łóżku. Odetchnęła z ulgą, to tylko zły sen – pomyślała. Ten sen śnił się jej od jakiegoś czasu i zawsze kończył się tak samo. Ale dlaczego jej maż miał by ja zabijać? Lucjusz Malfoy był zdolny do wielu rzeczy. Potrafił zabijać z zimną krwią niewinne osoby, torturować i mścić się na swoich wrogach, wdawać się w gorące romanse z pięknymi kobietami. Lecz nigdy by nie uwierzyła w to by mógł zabić ją swoją żonę, matkę swojego jedynego syna. Nawet gdyby w jego sercu płonęła ostatnia iskierka dobra. Przecież on ją kiedyś kochał, skradł by dla niej ostatnią gwiazdę z nieba gdyby tylko poprosiła. Pałał do niej takim uczuciem jak młody niedoświadczony kochanek, lecz to uczucie wygasło z biegiem nieustających kłótni i lat nieporozumień. Nie rozumiała tego. Przyłożyła sobie dłoń do skroni, była cała mokra od zimnego potu. Spojrzała niechętnie w bok, lecz nikogo nie było po jej lewej stronie. Atłasowa pościel była nawet nie tknięta, znów go nie było. Wstała z łóżka, zegar wiszący na ścianie wybił godzinę czwartą nad ranem, nie było sensu kłaść się z powrotem spać i tak by nie usnęła. Podeszła do dużej toaletki ozdobionej złotymi ornamentami i usiadła na małym wygodnym krzesełku obitym czerwonym materiałem. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze, nie była już tak piękna jak kiedyś. Jej twarz pokrywały nieliczne zmarszczki, miała sińce po oczami, a jej usta straciły swój malinowy odcień. Na włosach było można zobaczyć pierwsze siwe kosmyki. Jedyna rzecz która się nie zmieniła to oczy. Nadal były duże i w kolorze czystego błękitu. To w nich zakochał się Lucjusz.
-Co ma ona czego ja nie mam? Przecież niejeden mężczyzna porzucił by dla mnie żonę i dzieci, nie jeden oddal by za mnie swe życie! - powiedziała do siebie z wymuszonym uśmiechem.
-Kogo ja oszukuje, to żałosne.- mruknęła do siebie kręcąc głową. - Powinnam posłuchać Andromedy, mogłam się postawić i uciec jak ona, lecz nie potrafiłam nie mogłam dlaczego? jestem taka słaba, taka głupia, taka naiwna... – westchnęła i wzięła do rąk ramkę ze zdjęciem z dniu ich ślubu, młoda para delikatnie uśmiechała się na fotografii. Wyglądali tak niewinnie, tak lekko byli tacy zakochani. Pamięta jak by to było wczoraj.
Leżałam na łóżku, promienie słoneczne powoli wdzierały się do jasno pomalowanego pokoju, ogrzewając moją twarz. Obracałam w palcach pierścionek zaręczynowy, był piękny, z czystego dwudziesto cztero karatowego złota z dużym błękitnym diamentem. To dziś, wiele młodych kobiet czeka na ten dzień z utęsknieniem, biała suknia, długi welon, wielki tort weselny i tłum gości wpatrzonych w ciebie niczym w królową. Każda o tym marzyła, by połączyć się ze swoim lubym na wieki. By żyć razem długo i szczęśliwie – Lecz tak jest tylko w durnych bajkach dla dzieci. Lucjusz nie był księciem, którego tak bardzo pragnęłam. Tak, miała wszystko co po powinien mieć młody dobrze urodzony mężczyzna. Był wysoki i przystojny, pochodził ze szlachetnej rodziny i miała odziedziczyć wspaniałą fortunę swojego ojca. Lecz jak każdy dziedzic wychowany surową ręką ojca, pragnął dojść do władzy być ponad wszystkimi, stać się uwielbianym i szanowanym. Dlatego jak jego ojciec zaczął służyć najbardziej okrutnemu czarodziejowi jakiego znał Świat. Popierał jego chore poglądy i pragnął stać się najwierniejszy jak kiedyś jego ojciec – chore ambicje skrzywdzonego dziecka. Nie takiego mężczyzny potrzebowałam, nie chciałam wojownika lecz opiekuna, osobę która zawsze będzie przy mnie, wysłucha tego co mam do powiedzenia, przytuli mnie, lub pomilczy kiedy będzie trzeba. Zawsze marzyłam o dużej wesołej rodzinie, o wspaniałym domu gdzie co ranka będzie minie budzić krzyk małych istot i tupanie nóżek po posadzkach. Moje rozmyślenia zostały przerwane przez dwie sowy dobijające się do mojego okna. Jedną z nich poznałam była to Bielanka – duża sowa śnieżna Andromedy. Druga była o wiele mniejsza brunatna z dużymi orzechowymi oczami. Otworzyłam okno, a sówki gniewnie zachuchały, musiały już długo czekać na mnie kiedy je łaskawie wpuszczę. Odwiązałam z ich nóżek listy a zwierzęta odleciały. Usiadłam w dużym bujanym fotelu i otworzyłam pierwszy list
Droga Cyzi!
Dziękuje za zaproszenie na ślub, ale wiesz że nie mogę przyjść ojciec by tego nie zniósł mojego widoku, od śmierci naszej matki i mojej ucieczki nie rozmawiałam z nim, może to i dobrze.
Nie mogę uwierzyć że wychodzisz za tego pyszałka Lucjusza. Przecież to skończony kretyn, pamiętam jak mi mówiłaś że go nienawidzisz to jeszcze było kiedy chodziłaś do Hogwaru, ale jeśli go naprawdę kochasz i coś się zmieniło w waszych relacjach do życzę ci z całego mojego serca wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Narcyzo otaczają Cię ludzie którym nie za bardzo można ufać, nie dopuść do tego by ktoś ci popsuł ten wyjątkowy dzień! Pamiętaj, że na mnie i na Teda zawsze możesz liczyć w każdej chwili przyjmiemy Cię z otwartymi rękoma. Musisz zobaczyć Nimfadorę jest taka przeurocza i bardzo zdolna. Odwiedź nas kiedyś.
Andromeda
Andromeda jak mi jej było brak, była jedyną osobą której mogłam się wyżalić bez strachu że komuś to rozpowie. Bardzo ucieszyłam się z tego listu, muszę w niedługim czasie ich odwiedzić. Otworzyłam drugi list, bardzo mnie zdziwił że ta osoba do mnie napisała. Tom - moja pierwsza poważna miłość.
Ukochana Narcyzo!
Od naszej ostatniej rozmowy minął prawie rok. Słyszałem, że wychodzisz za maż. Gratuluje! myślę, że mężczyzna którego obdarowałaś tym zaszczytem dogodził twojemu surowemu ojcu i twoim oczekiwaniom. Ja nie sprostałem temu zadaniu i bardzo żałuje, że nie ja stoję na miejscu tego wybranka. Ale widocznie tak musiało być, nic nie zmienimy. Życzę dużo szczęścia. I z bólem serca żegnam myśl, że kiedyś moglibyśmy być razem. Na zawsze pozostaniesz w moim sercu.
Twój kochający Tom
-Ty w moim też, nigdy nie zapomnę tych wspaniałych chwil, które razem spędziliśmy – szepnęłam do siebie ocierając wierzchem dłoni łzy z policzków. Spoglądałam jeszcze na listy w milczeniu, jak bardzo mi brakowało tych dwóch osób, wnieśli tyle szczęścia w moje nudne życie byli moimi osobistymi słoneczkami, rozganiali każda chmurę, zawsze potrafili mnie rozśmieszyć.

Cyzia 7/07/2009 09:51:18 [
komentarzy 14]
Komentuj
Prolog
Witajcie to mój nowy blog. Może ktoś mnie pamięta z myloga? Też pisałam o Narcyzie Malfoy. To mój prolog nie jestem z niego zadowolona, jak zawsze. Ale myślę że komuś się spodoba moja historia i z chęcią będzie ją czytał. Uwaga na błędy, na pewno są. Poproszę o szczere komentarze. Jeśli ktoś będzie chciał być informowany o dalszych rozdziałach to proszę powiedzieć w komentarzu. Dziękuje i życzę miłej lektury.
Zegar w holu właśnie wybił północ. Głuche uderzenia brzmiały jak rychły zwiastun śmierci. Przepiękna, nieco staromodna suknia która nie bardzo pasowała, ponieważ była przeznaczona dla innej kobiety, krępowała jej ruchy. Gruby wełniany materiał owijał się wokół jej zgrabnych nóg, kiedy biegła korytarzem. Podciągnęła suknie niemalże do kolan i ze strachem obejrzała się za siebie. Prześladowca był coraz bliżej, razem ze swoją świtą, ścigał ją jak ogarnięty żądzą krwi pies mysliwski w pogoni za jeleniem. Na przystojnej niekiedyś twarzy mężczyzny, który zwiódł niewinną, ufną kobietę i zmusił ją do małżeństwa a potem doprowadził do zguby malowały się teraz strach i mordercza wściekłość połączona z niepohamowaną rządzą. Biegł za nią a za nim jego wierni przyjaciele, ubrani w długie czarne szaty, delikatnie łopoczące przy każdym ruchu, ich twarze okrywały białe maski, a w dłoniach trzymali różdżki.
- Ty suko szatana! – Usłyszała jego wściekły głos w holu prowadzącym do stromych hebanowych schodów. Złowieszczo błysnęło zielone światło wydobywające się z różdżki, które trafiło w kamienny posąg stojący u szczytu schodów. Kamienny gargulec rozsypał się w mgnieniu oka pozostawiając po sobie tylko niewielkie szczątki.
- Jak mogłaś! Sprzedałaś się im, sprzedałaś nas ty niewdzięczna lafiryndo – Krzyknął złowieszczo a jego oczy błyszczały, a włosy falowały jak u szaleńca. – Jeszcze komu bandzie nieudaczników, obrońców szlam! Dobrze ci było z tym wilkołakiem? – Jego kompani wybuchli dzikim śmiechem. Narcyza nie miała siły już dalej biec. Miała umrzeć, ale śmierć za to w co wierzyła nie wydawała jej się taka najgorsza. Tylko dlaczego z ręki osoby z którą przeżyła prawie dwadzieścia lat swojego życia. Zmarnowanego życia, u boku osoby której nie kochała, a ich związek popadł w rutynę. Złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.- Dość już przysporzyłaś mi kłopotów! – Wysyczał przez zęby. Przyłożył jej różdżkę do gardła. Serce biło jej z niewyobrażalną prędkością jak by chciało wyrwać się z piersi, oddech miała płytki i nierównomierny. Ostatni raz spojrzała się w jego oczy, były takie piękne...

Cyzia 24/06/2009 12:27:17 [komentarzy 18] Komentuj